Logowanie






Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
FireBoard
Witamy, Gość
Proszę Login albo Zarejestruj.    Zapomniałeś hasło?
modne spodnie na wiosne PART III (1 wejść) (1) Gości
Idź na dół Odpowiedz Ulubione: 0
TEMAT: modne spodnie na wiosne PART III
#2116
Pijus X (Gość)
Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Data urodzin:
modne spodnie na wiosne PART III  
Musialam byc przekonana, ze u nas milosc w ogóle nie istnieje, a w kazdym razie nie ma jej w moim domu. Tak wiec do kochania mialam jedynie brata, pomimo jego gwaltownosci, a nawet szalen­stwa. Moje siostry tez go kochaly. Noura juz z nami nie mieszkala, ale Kainat postepowala jak ja: chronila go i wpadala w zachwyt, kiedy wsiadal na konia. Poza moimi malymi siostrami, za malymi, zeby marzyc o malzen­stwie, bylysmy w domu tylko my dwie. Dwie stare panny. Jesli cho­dzi o Kainat, odnosilam wrazenie, ze pogodzila sie z losem. Nie byla brzydka, lecz... niezbyt ladna i rzadko sie usmiechala. Kainat byla in­na niz ja. Bylysmy dwiema wiesniaczkami, moze zle ubranymi, zle uczesanymi... Ale ja bylam nieduza i szczupla, a ona dosc korpulent­na, z o wiele za duzym biustem. U nas mezczyzni lubia, gdy kobieta ma troche ciala, ale nie akceptuja az tak duzego biustu. Kainat nie mo­gla sie podobac i z tego powodu chodzila smutna. Nie mogla nic zro­bic, by wydac sie ladniejsza. Robila sie coraz grubsza, chociaz jadla dokladnie to samo co ja. To naprawde nie byla jej wina. Prawde mówiac, zadna z nas nie miala mozliwosci, by choc troche sie upiekszyc; bylysmy takie, jak nas Bóg stworzyl. Bo niby jak mialysmy to zrobic? O ladnych sukienkach nie bylo mowy, chodzilysmy ciagle w tych samych bialych lub szarych spodniach, nie robilysmy makijazu, nie nosilysmy bizuterii. No i bylysmy zamkniete jak stare kury, przemykalysmy sie pod murami, liczac wlasne kroki, z opuszczonymi glowami, oczywiscie ze stadem baranów. O ile Kainat stracila juz wszelka nadzieje i zamykala mi droge do zamazpójscia, o tyle jednak wiedzialam dobrze, ze przynajmniej jeden mezczyzna ubiegal sie o moja reke. Matka powiedziala mi: Ojciec Faieza przyszedl do nas i prosil o ciebie dla swojego syna. Ale teraz nie mozemy rozmawiac o twoim slubie, trzeba zaczekac na twoja siostre . Od tamtej pory wyobrazam sobie, ze on czeka na mnie i niecierpli­wi sie odmowa mojego ojca. Mój brat Assad go zna. Faiez mieszka naprzeciwko naszego domu, po drugiej stronie drogi. To nie sa wiesniacy jak my, bo nie widac, ze­by duzo pracowali w ogrodzie. Jego rodzice maja trzy zamezne córki, teraz w domu pozostal tylko on i powinien sie ozenic. W domu nie ma juz dziewczyn, dlatego posesja nie jest ogrodzona murem, tylko lad­nym plotem, a furtka nigdy nie jest zamknieta na klucz. Sciany domu sa rózowe i zawsze stoi tam szary samochód. Faiez pracuje w miescie. Nie wiem, co tam robi, ale wyobrazam sobie, ze jest zatrudniony w biurze jak mój wujek. W kazdym razie wyglada o wiele lepiej niz Hussein, maz mojej najstarszej siostry. Mój szwagier nosi zawsze ubranie robotnika, niezbyt czyste, i do tego brzydko pachnie. Faiez - to elegancja, piekny samochód dla czterech osób, którym co rano odjezdza do miasta. Tak wiec zaczelam sledzic jego samochód, zeby go zobaczyc. Naj­lepszym punktem obserwacyjnym jest taras, na którym trzepie dywany z baranich skór, zbieram winogrona lub rozwieszam bielizne. Po­stepujac bardzo ostroznie, czesto moglam znalezc sobie jakies zajecie na tym tarasie. Na poczatku zorientowalam sie, ze parkuje samochód zawsze w tym samym miejscu, kilka kroków od bramy. Poniewaz nie moglam pozostawac zbyt dlugo na tarasie, uplynelo wiele dni, zanim sie dowiedzialam, ze wychodzi do pracy kazdego ranka okolo siódmej, a wiec w porze, kiedy trudno bylo mi znalezc jakis pretekst do prze­bywania na górze. Kiedy ujrzalam go po raz pierwszy, mialam naprawde szczescie. Blyskawicznie uwinelam sie ze sprzataniem stajni i nioslam dobrze wysuszone siano dla chorej owieczki, która wkrótce miala sie kocic. Bylam z tym sianem o dwa, trzy kroki od furtki, kiedy wyszedl z do­mu. Byl tak elegancki jak mój wujek, w garniturze, w czarno - bezowych butach wiazanych na sznurowadla, z teczka w reku. Mial kru­czoczarne wlosy i bardzo sniada cere. I wdzieczna, dumna postawe. Spuscilam glowe, wsadzajac nos w siano. Sluchalam odglosu je­go kroków az do samochodu, odglosu zamykanych drzwi, dzwieku silnika i sunacych po zwirze opon. Dopiero gdy auto odjechalo spo­ry kawalek i wiedzialam, ze juz go nie widac, osmielilam sie pod­niesc glowe; serce mocno walilo mi w piersi, a nogi drzaly. Powie­dzialam sobie: Chce tego mezczyzne na meza, kocham go. Chce go, chce go... Ale jak to zrobic? Jak go ublagac, by on z kolei ublagal mojego oj­ca, zeby sie zgodzil na slub? Przede wszystkim - jak z nim porozma­wiac? Dziewczyna nie moze odezwac sie do mezczyzny nawet jed­nym slowem. Ani nawet spojrzec mu w twarz. To rzecz niedopusz­czalna, i jesli nawet chlopak chce sie ze mna ozenic, to nie on o tym decyduje. To mój ojciec, zawsze on, a ten zabilby mnie, gdyby sie do­wiedzial, ze przez dluga minute wloklam sie po drodze z wiazka siana po to, by Faiez zwrócil na mnie uwage. Nie spodziewalam sie czegos nadzwyczajnego tamtego dnia, chcialam po prostu, zeby mnie zobaczyl, zeby zrozumial, iz ja takze trwalam w oczekiwaniu. Tak wiec postanowilam uczynic wszystko, co mozliwe, by móc sie z nim jakos potajemnie spotkac i porozma­wiac. Nawet ryzykujac smierc przez ukamienowanie lub od uderzen kija. Nie chcialam juz dluzej czekac, cale miesiace, a moze lata, ze Kainat opusci w koncu dom, to bylo zbyt niesprawiedliwe. Nie chcialam bardziej sie zestarzec i stac sie posmiewiskiem calej wsi. Nie chcialam tracic resztek nadziei, ze wyjde wreszcie z tego domu z jakims mezczyzna, ze wyzwole sie od brutalnosci mojego ojca. Codziennie rano i wieczorem bede tkwic na tarasie, czatowac na ukochanego az do chwili, gdy podniesie w góre oczy i da mi jakis znak. Usmiech. Bo jesli tego nie zrobie, to jestem pewna, ze poprosi o reke innej dziewczyny w wiosce albo gdzie indziej. A potem, pew­nego dnia, zamiast siebie, zobacze inna kobiete wsiadajaca do tego sa­mochodu. Kobiete, która ukradnie mi Faieza. Sekret Zdaje sobie sprawe, ze ryzykuje zycie, snujac opowiesc o tej milosnej intrydze, która rozpoczela sie prawie dwadziescia piec lat temu w mo­jej rodzinnej wiosce w Cisjordanii. Wiosce tak malenkiej, polozonej na terytorium okupowanym przez Izrael; nazwy tej miejscowosci nie moge wymienic. Nie moge, bo nadal ryzykuje zycie, mimo ze znajdu­je sie tysiace kilometrów od tamtego miejsca. Tam, w wiosce, oficjal­nie jestem martwa, juz od dawna zapomniano o moim istnieniu, ale gdybym tam dzisiaj wrócila, zabito by mnie po raz drugi dla ratowa­nia honoru mojej rodziny. Takie jest prawo zwyczajowe. Czatujac na tarasie rodzinnego domu na pojawienie sie mezczy­zny, w którym sie zakochalam, jestem mloda dziewczyna ryzykujaca zycie. A jednak moge myslec tylko o jednej rzeczy: o malzenstwie. Jest wiosna. Nie umiem powiedziec, jaki to byl miesiac, prawdo­podobnie kwiecien. W mojej wiosce nie liczy sie miesiecy w taki spo­sób jak w Europie. Nie zna sie prawdziwej, dokladnej daty urodzin oj­ca czy matki, nie zna sie daty swoich wlasnych urodzin. Czas oblicza sie wedlug ramadanu, okresu zniw lub zbioru fig. W ciagu dnia kieru­jemy sie sloncem, bo dzien pracy zaczyna sie i konczy razem ze wschodem i zachodem. Sadze wiec, ze mam okolo siedemnastu lat, dopiero pózniej sie do­wiem z papierów, ze mialam dziewietnascie. Ale nic wtedy nie wiem o istnieniu takich papierów ani w jaki sposób zostaly sporzadzone. Jest bardzo prawdopodobne, ze moja matka pomylila daty urodzin swoich dwóch córek w momencie, kiedy zaszla potrzeba nadania mi urzedowego, oficjalnego istnienia. Jestem dojrzala od czasu pojawie­nia sie u mnie pierwszej menstruacji, gotowa do zamazpójscia od trzech czy czterech ramadanów. Prawdziwa kobieta stane sie w dniu slubu. Moja matka jest jeszcze mloda, ale juz wyglada staro, ojciec jest sporo starszy, bo nie ma juz zbyt wielu zebów. Faiez z pewnoscia jest ode mnie starszy, ale to bardzo dobrze. Oczekuje od niego, ze da mi poczucie bezpieczenstwa. Mój brat As - sad ozenil sie zbyt mlodo z dziewczyna w tym samym wieku i jesli nieszczesliwym zbiegiem okolicznosci nie urodzi mu synów, bedzie musial pewnego dnia poszukac sobie innej zony. Slysze kroki Faieza na zwirze. Trzepie dywan z baraniej skóry na balustradzie tarasu, a on podnosi oczy. Obserwuje mnie i wiem, ze zrozumial. Zadnego znaku, oczywiscie zadnego slowa, po prostu wsiada do samochodu i odjezdza. Moje pierwsze spotkanie trwa tyle co zjedzenie oliwki, a wrazenie pozostalo niezapomniane. Nastepnego dnia rano, jeszcze bardziej zuchwala, udaje, ze staram sie zlapac koze, zeby tylko znalezc sie przed jego domem. Faiez usmiecha sie do mnie, a poniewaz nie odjezdza od razu, wiem, ze da­je mi do zrozumienia, zebym poszla ze stadem na laki. Rano jest znacznie chlodniej niz w ciagu dnia, co daje mi pretekst do wlozenia marynarki z czerwonej welny, mojego jedynego nowego ubrania za­pietego na guziki od pepka po szyje, w którym moge wydac sie lad­niejsza. Gdybym mogla zatanczyc posrodku stada baranów, z pewno­scia bym to zrobila. Moje drugie spotkanie trwa o wiele dluzej, bo kie­dy sie dyskretnie ogladam w kierunku wsi, widze, ze samochód jesz­cze nie odjechal. Nie moge sie dalej posunac w dawaniu znaków. Teraz to on musi pomyslec, w jaki sposób bedzie mógl ze mna w tajemnicy porozma­wiac. Wie, dokad ide i o jakiej porze. Nastepnego dnia matki nie ma w domu, pojechala z ojcem do mia­sta, brat jest ze swoja zona, a Kainat zajmuje sie stajnia i mlodszymi siostrami. Tak wiec tylko ja moge isc po trawe dla królików. Jakis kwadrans pózniej Faiez jest juz na miejscu, przede mna. Poszedl dys­kretnie za mna, pozdrawia mnie. Ta jego nagla obecnosc doprowadza mnie do szalenstwa. Rozgladam sie wokól siebie, boje sie, czy od strony wsi nie nadejdzie mój brat lub jakas sasiadka. Nikogo nie ma, ale pomimo to kryje sie za dosc wysokim zboczem na skraju drogi. Faiez idzie tam za mna. Bardzo sie wstydze, patrze na stopy, skubie guziki marynarki, nie wiem, co powiedziec. On przybiera zarozumiala poze i zaczyna mnie przepytywac:   a.. Dlaczego nie wychodzisz za maz?   a.. Musze znalezc odpowiedniego mezczyzne i moja siostra musi wyjsc za maz.   a.. Ojciec ci powiedzial?   a.. Dawno temu ojciec mi powiedzial, ze twój ojciec przyszedl do niego.   a.. Dobrze ci sie mieszka w twoim domu?   b.. On mnie zbije, jesli mnie z toba zobaczy.   c.. Chcesz, zebysmy wzieli slub?   d.. Ale moja siostra musi wyjsc za maz przede mna...   e.. Boisz sie?   a.. Tak, boje sie. Mój ojciec jest bardzo zly. Dla ciebie to tez nie­bezpieczne. Ojciec moze mnie zbic, ciebie zreszta tez. Siedzi spokojnie u stóp zbocza, podczas kiedy ja szybko zbieram trawe. Wyglada, jakby na mnie czekal, a przeciez bardzo dobrze wie, ze nie moze wrócic do wioski razem ze mna. - Zostaniesz tutaj, a ja wróce sama. I ide szybko, zeby wrócic do domu, jestem z siebie bardzo dumna. Chce, zeby odniósl dobre wrazenie, by zobaczyl, ze jestem grzeczna dziewczyna. Musze bardzo dbac o moja reputacje w jego oczach, bo przeciez to ja zrobilam ten pierwszy krok. Chyba jeszcze nigdy nie bylam taka szczesliwa. Byc z nim tak bli­sko, nawet przez te kilka minut, to bylo cos cudownego. Czuje to w calym moim ciele, choc w tym momencie nie umialabym jasno okreslic, co sie ze mna dzieje. Jestem za bardzo naiwna, nie otrzyma­lam wiecej nauki niz zwykla koza, ale uczucie, które mnie ogarnia, jest naprawde cudowne, bo jest wyzwoleniem mojego serca, a takze ciala. Po raz pierwszy w moim zyciu stalam sie kims, bo to ja sama zadecydowalam, by zrobic to, co zrobilam. Jestem istota zyjaca. Nie slucham sie ojca ani nikogo innego. Nawet wrecz przeciwnie - stalam sie nieposluszna. Moja pamiec dosc dobrze zachowala te chwile i te, które po niej nastapily. Przedtem jakbym w ogóle nie istniala. Nie widze siebie, prawie nie wiem, jak wygladam, czy jestem ladna, czy nie. Nie mam swiadomosci bycia istota ludzka, która mysli i ma jakies uczucia. Znam strach, pragnienie, kiedy jest goraco, cierpienie i ponizenie, kiedy jestem przywiazana jak zwierze w stajni i bita tak, ze juz nie czu­je wlasnych pleców. Przerazenie, ze moge zostac uduszona albo wrzu­cona do studni. Znioslam przeciez bez sprzeciwu, ulegle, tyle razów. Mój ojciec wprawdzie nie biega tak szybko jak my, zawsze jednak znajdzie sposób, zeby nas w koncu zlapac. To dla niego takie latwe, tluc moja glowa o brzeg wanny tylko dlatego, ze rozlalam wode. To takie latwe, walic mnie laska po nogach, bo za pózno przynioslam herbate. Czlowiek nie zastanawia sie nad soba, kiedy zyje w ten spo­sób. Moje pierwsze prawdziwe spotkanie z Faiezem, na porosnietym zbozem polu, po raz pierwszy w zyciu uswiadamia mi, kim naprawde jestem. Kobieta, niecierpliwie wyczekujaca spotkania z nim, kobieta, która go kocha i jest gotowa go poslubic za wszelka cene. Nastepnego dnia, na tej samej drodze, on czeka, az znowu pójde na pole, gdzie bedzie sie mógl ze mna spotkac.   a.. Czy przygladasz sie innym chlopakom tak samo jak mnie?   b.. Nie. Nigdy.   c.. Chcesz, zebym porozmawial z twoim ojcem o slubie? Chcialabym ucalowac mu stopy za te slowa. Chcialam, zeby po­szedl juz teraz, by w tej minucie pobiegl oznajmic swojemu ojcu, ze on, Faiez, nie chce juz dluzej czekac, ze chce poprosic moja rodzine, przyniesc dla mnie zloto i bizuterie, przygotowac uroczystosc. - Dam ci znak nastepnym razem, ale nie zakladaj na nasze spotka­nie tej czerwonej marynarki, za bardzo rzuca sie w oczy, to niebez­pieczne. Dni mijaja, slonce wschodzi i zachodzi, codziennie rano wypatru­je znaku, czatujac na tarasie. Teraz jestem pewna, ze sie we mnie za­kochal. Nie przyszedl na nasze ostatnie spotkanie. Czekalam dlugo, ponad kwadrans, ryzykujac, ze wróce za pózno do domu i ojciec mnie dopadnie. Bylam niespokojna i nieszczesliwa, ale nastepnym razem - przyszedl. Widzialam go z daleka, jak idzie droga, dal mi znak, zebym schowala sie gleboko w polu, za wzniesieniem, gdzie nikt nie móglby nas zobaczyc, bo roslo tam mnóstwo wysokiej trawy.   a.. Dlaczego nie przyszedles?   b.. Przyszedlem, ale schowalem sie troche dalej, chcialem zobaczyc, czy nie spotykasz sie z nikim innym.   c.. Nie patrze na nikogo innego.   d.. Ale chlopcy gwizdza, kiedy przechodzisz.   e.. Moje oczy nie patrza ani na prawo, ani na lewo. Jestem skromna.   f.. Teraz wiem. Widzialem sie z twoim ojcem. Niedlugo wezmiemy slub. Zrobil to, poszedl zobaczyc sie z moim ojcem po naszym ostatnim spotkaniu. I nawet jesli data nie byla jeszcze ustalona, to zanim ten rok dobiegnie konca, bede juz mezatka. Tego dnia jest ladnie i cieplo, figi jeszcze nie dojrzaly, ale jestem pewna, ze nie bede czekac na poczatek lata i pore zniw; matka juz wczesniej przygotuje wosk, zeby mnie wydepilowac. Faiez zbliza sie do mnie, bardzo blisko. Zamykam oczy, troche sie boje. Na szyi czu­je jego reke, caluje mnie w usta. Odpycham go natychmiast, nic nie mówiac, mój gest oznacza: Uwazaj. Nie posuwaj sie dalej . - Do jutra. Czekaj na mnie, ale nie na drodze, to zbyt niebezpiecz­ne. Schowaj sie w tym wglebieniu. Przyjde do ciebie, jak skoncze prace. Odchodzi pierwszy. Czekam, zeby oddalil sie dostatecznie daleko, bym mogla jak zwykle wrócic do domu, ale tym razem bardziej ner­wowo. Ten pocalunek, pierwszy w moim zyciu, bardzo mna wstrzas­nal. A nastepnego dnia obserwuje z kryjówki, jak sie zbliza, i wszyst­ko we mnie drzy. Nikt w domu nie podejrzewa, ze mam sekretne randki. Rankiem siostra towarzyszy mi czasem przy wyprowadzaniu baranów i kóz, ale potem wraca zwykle do domu, by zajac sie stajnia i domem, wiec po poludniu zostaje sama. To taka namiastka, iluzja wolnosci, na jaka zgadza sie moja rodzina, bo ojciec zawsze jest obec­ny przy wyprowadzaniu stada i przy moim powrocie do domu. Wio­ska, sasiedzi zawsze sa na miejscu, by mi przypomniec, ze nie mam prawa do zadnego odstepstwa od przyjetych zwyczajów. Komuniku­je sie z Faiezem z tarasu, za pomoca niewidzialnych znaków. Ruch glowy - i wiem, ze przyjdzie. Ale kiedy wsiada szybko do samocho­du i odjezdza nawet nie spojrzawszy w góre, to znaczy, ze nie przyj­dzie. Tego dnia wiem, ze sie pojawi, potwierdzil to ruchem glowy. I mam nieodparte przeczucie, ze cos sie wydarzy. Boje sie, ze Faiez nie poprzestanie tylko na pocalunku, bedzie chcial czegos wiecej, a jednoczesnie chce, zeby tak bylo, choc tak naprawde nie wiem do konca, czego sie moge spodziewac. Boje sie go odepchnac, jesli posunie sie za daleko, i boje sie, ze sie obrazi. Mam do niego zaufanie, bo sam doskonale wie, ze przed slubem nie ma prawa mnie tknac. Dobrze wie, ze nie jestem charmuta. I obiecal mi mal­zenstwo. Ale pomimo wszystko boje sie, kiedy tak czekam na polu posrodku stada. Schowana w wysokich trawach, pilnuje jednoczesnie zwierzat i drogi. Nie widze nikogo. Laka jest cudowna, pelna kwia­tów. O tej porze roku barany zachowuja sie spokojnie, spedzaja caly czas na jedzeniu i nie próbuja uciekac jak w pelni lata, kiedy nie ma juz tak duzo trawy. Spodziewalam sie go z prawej stronny, ale Faiez nadchodzi z prze­ciwnej, przez zaskoczenie. To dobrze, znaczy to, ze uwaza, by nikt go nie widzial, ochrania mnie. Jest taki piekny. Ma na sobie spodnie, ob­cisle od pasa do kolan i szerokie dolem. To moda dla mezczyzn ubie­rajacych sie nowoczesnie, w zachodnim stylu. Ma bialy pulower z dlugimi rekawami, z dekoltem w szpic, co pozwala mi zobaczyc ka­walek owlosienia na klatce piersiowej. Uwazam, ze w porównaniu ze mna jest bardzo elegancki, szykowny. Posluchalam go, nie wlozylam czerwonej marynarki, aby nikt nie mógl mnie zobaczyc z daleka. Za­lozylam szara sukienke i spodnie w tym samym kolorze. Upralam ubranie bardzo starannie, bo przy pracy nietrudno je ubrudzic. Scho­walam wlosy pod bialym szalem, ale bardzo zaluje czerwonej mary­narki, chcialabym byc ladniejsza. Siadamy na ziemi, on mnie caluje. Kladzie reke na moim udzie, nie pozwalam mu na to. On sie gniewa. Ma zle spojrzenie, kiedy pa­trzy mi w oczy: - Dlaczego nie chcesz? Pozwól sobie na to! Tak bardzo sie boje, ze sobie pójdzie, ze poszuka sobie innej dziewczyny... Moze to zrobic, kiedy chce, to piekny mezczyzna, mój przyszly maz. Kocham go, z jednej strony nie chce ustapic, za bardzo sie boje, ale chyba jeszcze bardziej obawiam sie go stracic. Jest moja jedyna nadzieja. Wiec pozwalam mu dzialac, chociaz nie wiem, co mi sie przytrafi i dokad to nas zaprowadzi. Jest obok mnie, mam go przed oczyma, chce mnie dotykac, nic innego sie nie liczy. Slonce niedlugo zacznie zachodzic, nie jest juz tak goraco, nie pozostalo mi zbyt wie­le czasu do powrotu do domu. On popycha mnie w trawe i robi ze , co chce. Juz nic nie mówie, nie robie zadnego ruchu, zeby go odepchnac. Nie jest gwaltowny, nie zmusza mnie, wie bardzo dobrze, co nalezy robic. Nagle zaskakuje mnie uczucie bólu. Nie spodziewa­lam sie go, ale placze z zupelnie innego powodu. On nic nie mówi ani przed, ani po, nie pyta mnie, dlaczego placze, sama zreszta nie wiem, skad mi sie wziely te wszystkie lzy. Nie umialabym odpowiedziec, gdyby mnie zapytal. Nie chcialam. Jestem dziewica, nic nie wiem o milosci miedzy mezczyzna a kobieta, nikt nigdy mi o tym nie mó­wil. Kobieta musi krwawic, kiedy jest pierwszy raz ze swoim me­zem - to wszystko, czego mnie nauczono jeszcze w dziecinstwie. On robi to ze mna w milczeniu, az zaczynam krwawic, no i prosze, on ma zdumiona mine, jakby sie tego w ogóle nie spodziewal. Czyzby naprawde sadzil, ze robilam juz to z innymi mezczyznami? Bo chodzilam sama ze stadem baranów? Sam przeciez powiedzial, ze bedzie nade mna czuwal, ze jestem powazna dziewczyna. Nie osmie­lam sie spojrzec mu w twarz, bardzo sie wstydze. Podnosi mi do góry podbródek i mówi:   a.. Kocham cie.   b.. Ja tez ciebie kocham. Nie zrozumialam w tym momencie, ze byl z siebie bardzo dumny. Dopiero znacznie pózniej pojelam, ze po prostu watpil w mój honor i dobre imie, ze wykorzystal mnie, choc dobrze wiedzial, czym ryzykowalam. Nie chcialam uprawiac z nim milosci schowana w rowie, pragnelam tego, o czym marza wszystkie dziewczyny w wiosce. Wyjsc za maz, byc wydepilowana jak nalezy, miec piekna sukienke i spac we wlasnym domu. Chcialam, aby po wschodzie slonca poka­zal wszystkim ludziom zaplamione, biale przescieradlo. Chcialam uslyszec Jujujuju! kobiet. Wykorzystal mój strach, wiedzial, ze mu ustapie, zeby go zatrzymac. Pobieglam troche dalej, schowalam sie, zeby wytrzec krew z nóg i poprawic na sobie ubranie, podczas gdy on spokojnie wkladal kolej­ne czesci garderoby. A potem blagalam go, by mnie nie porzucil, by ozenil sie ze mna jak najszybciej. Dziewczyna, która nie jest juz dziewica, to zbyt powazna sprawa, dla niej wszystko jest juz skon­czone.   a.. Nigdy cie nie porzuce.   b.. Kocham cie.   c.. Ja tez cie kocham. Teraz wróc do domu, zmien ubranie, zachowuj sie, jakby nic sie nie stalo. Przede wszystkim nie placz w domu. Odszedl przede mna. Juz nie plakalam, ale czulam sie troche jak chora. Ta krew byla obrzydliwa. Uprawianie milosci z mezczyzna wcale nie bylo swietem. Bolalo mnie, czulam sie brudna, nie mialam wody, zeby sie umyc, tylko trawe do wytarcia, w brzuchu czulam pa­lacy ogien, a jeszcze musialam pozbierac barany i wrócic do domu w poplamionych spodniach. I uprac je szybko, ukradkiem. Maszeru­jac szybko po drodze, myslalam o tym, ze juz nie bede krwawic, ale zastanawialam sie, czy zawsze bedzie mnie bolalo, gdy bede to robic Z mezem. Czy zawsze bedzie to takie obrzydliwe jak dzisiaj? Nie wiem, czy po powrocie do domu z mojej twarzy nie mozna bylo niczego wyczytac? Nie plakalam, ale cierpialam wewnetrznie i bardzo sie balam. Dotarlo do mnie, co naprawde zrobilam. Nie bylam juz dziewczyna. Jesli nie wyjde za maz, nie bede miala poczu­cia bezpieczenstwa. W dniu slubu nie bede juz dziewica. Ale to nie jest wazne, on wie, ze bylam nia dla niego. Jakos sobie poradze, po­tne sie nozem, poplamie krwia slubne przescieradlo. Bede jak wszystkie inne kobiety. Czekalam przez trzy dni. Czatowalam na tarasie, by Faiez dal mi jakis znak. Tym razem poprowadzil mnie do malej chatynki z kamie­nia, po drugiej stronie pola. Zwykle sluzyla ona za schronienie przed deszczem. Tym razem nie krwawilam. Nadal mnie bolalo, ale juz sie tak nie balam. Wrócil i to bylo dla mnie najwazniejsze. Byl przy mnie tu i jeszcze bardziej go kochalam. To, co wyprawial z moim cialem, nie mialo znaczenia, kochalam go glowa i sercem. Byl calym moim zyciem, jedyna nadzieja na opuszczenie domu rodziców, na to, by stac sie kobieta, która idzie z mezczyzna po ulicy, która siada obok niego w samochodzie, jedzie z nim do sklepu kupowac sukien­ki i buty, robic zakupy. Cieszylam sie, ze z nim jestem, ze do niego naleze... To mezczyzna, prawdziwy. Od razu sie zorientowalam, ze dla nie­go nie byl to pierwszy raz, ze wie, jak sie to robi. Ufalam mu w spra­wie malzenstwa. Ani ja, ani on nie wiedzielismy, kiedy to nastapi, ale nie zadawalam mu pytan. Wbilam sobie do glowy, ze tak sie na pew­no stanie. Przez ten czas musze bardzo uwazac, aby nikt mnie nie zadenuncjowal. Na nastepne spotkanie pójde inna droga. Obliczam, ile czasu zajmie mi dojscie na miejsce, a w miedzyczasie nie osmielam sie sa­motnie przekroczyc zelaznej bramy mojego domu. Staram sie robic to zawsze z matka lub siostra. Codziennie rano czatuje na odjazd Faieza. Kiedy tylko slysze jego kroki na zwirze, podchodze szybko do cemen­towego murku. Jesli na zewnatrz jest jeszcze ktos inny, odwracam sie plecami; jesli nie ma nikogo - czekam na sygnal. Spotkalismy sie juz dwa razy, od kiedy przestalam byc dziewica. Nie mozemy spotykac sie codziennie, to byloby nieostrozne. Znak sygnalizujacy trzecie spo­tkanie nadchodzi po szesciu dniach. Ciagle sie boje i ciagle mam za­ufanie. Nadsluchuje najmniejszego halasu od strony wioski. Unikam przebywania na skraju pola. Czekam, siedze w wysokiej trawie rowu z kijkiem w reku, przygladam sie pszczolom siadajacym na polnych kwiatach. Marze o dniu, w którym nie bede juz musiala dogladac ba­ranów i kóz ani wynosic gnojówki ze stajni. On zaraz przyjdzie, on kocha mnie, a kiedy bedzie odchodzil, powiem mu jak za pierwszym i za drugim razem: Nie porzuc mnie . Kochamy sie po raz trzeci. Slonce jest zólte, musze wracac, by wy­doic owce i krowy. Mówie:   a.. Kocham cie, nie porzuc mnie. Kiedy znowu przyjdziesz?   b.. Nie mozemy zobaczyc sie tak szybko. Trzeba troche poczekac. Musimy byc ostrozni.   c.. Do kiedy?   d.. Dopóki nie dam ci znaku. Moja milosc trwa juz dwa tygodnie, przez ten czas widzielismy sie na polu trzy razy. Faiez ma racje, ze nalezy zachowac ostroz­nosc, musze byc cierpliwa, poczekac na rozmowe z rodzicami, tak jak rozmawiali z moja siostra Noura. Mój ojciec nie moze juz zwlekac, nie moze byc tak, ze wyda Kainat za maz przede mna! A skoro Faiez prosil o moja reke, a ona jest juz dwudziestoletnia, stara panna, móglby sie mnie pozbyc, przeciez ma jeszcze dwie in­ne córki! Khadija i Salima, dwie male, zaczna pracowac z moja mat­ka, zajmowac sie stadem i zbiorami. Fatma, zona mojego brata, zno­wu jest w ciazy, wkrótce bedzie rodzic. Czekam na moje przezna­czenie z odrobina leku, bo ono nie zalezy ode mnie. Ale czekam zbyt dlugo. Dni mijaja, a Faiez nie daje zadnego znaku. Ciagle jed­nak mam nadzieje, co wieczór, ze zobacze go nadchodzacego, tak jak to on potrafi, zjawia sie to z prawej, to z lewej strony rowu, w którym sie ukrywam. Pewnego ranka jestem w stajni i bardzo dziwnie sie czuje. Zapach gnojówki przyprawia mnie o zawrót glowy. Kiedy przygotowuje posilek, baranie mieso wywoluje we mnie mdlosci. Jestem nerwowa, chce mi sie plakac albo spac bez zadnego powodu. Za kazdym razem, gdy Faiez wychodzi z domu, patrzy zupelnie gdzie indziej, nie daje mi zadnego znaku. Czas sie dluzy, za bardzo sie dluzy, nie pamietam, kiedy mialam okres ani kiedy powinnam go dostac. Czesto slyszalam, jak matka pytala moja siostre Noure:   a.. Masz okres?   b.. Tak, mamo.   c.. Wiec to jeszcze nie teraz. - Albo: - Nie mialas okresu? To do­brze, to znaczy, ze jestes w ciazy! A ja ciagle nie dostaje miesiaczki. Codziennie to sprawdzam, po kilka razy. Za kazdym razem, gdy ide w domu do toalety albo gdzies za krzak w polu, sprawdzam, czy nie pokazala sie krew. Czasem czu­je sie tak dziwnie, ze nadzieja znowu powraca. Ale to ciagle nie to. I tak strasznie sie boje, ze ten strach sciska mnie za gardlo, jakbym za­raz miala zwymiotowac. Nie czuje sie jak przedtem, nie chce mi sie pracowac, wstawac. Cos sie we mnie zmienilo. Staram sie znalezc jakas przyczyne, nie te najgorsza. Zastanawiam sie, czy szok spowodowany tym, ze nie jest sie juz dziewica, zmienia dziewczyne w taki wlasnie sposób. Moze okres nie pojawia sie wkrót­ce potem? To naiwne wytlumaczenie, ale nie mam nikogo, kogo mo­glabym o to zapytac. Najmniejsze pytanie na ten temat sprowadzily­by na moja glowe pioruny zagniewanego Boga. Mysle o tym bez przerwy, w kazdej chwili dnia, a glównie wieczo­rem, kiedy zasypiam obok moich sióstr. Jesli jestem w ciazy, ojciec udusi mnie pod ta barania skóra. Kiedy budze sie rano, ciesze sie, ze jeszcze jestem przy zyciu. Boje sie, ze ktos z rodziny zauwazy, ze nie jestem taka jak przed­tem. Na widok oslodzonego ryzu mam ochote wymiotowac, w stajni najchetniej zapadlabym w drzemke. Jestem ciagle zmeczona, mam blade policzki, matka z pewnoscia wkrótce to zauwazy i spyta mnie, czy nie jestem chora. Dotad nigdy nie chorowalam. Wiec sie ukry­wam, udaje dobre samopoczucie, ale to staje sie coraz trudniejsze. A Faiez sie nie pokazuje. Wsiada do samochodu w tym swoim piek­nym garniturze, z teczka i w eleganckich butach, a potem odjezdza tak szybko, ze kola pozostawiaja za soba wielki oblok kurzu. Zaczyna sie kto. Od samego rana jest bardzo goraco. Musze wyprowadzac zwierzeta o swicie i przyprowadzac, gdy slonce grzeje juz za mocno. Nie moge juz czatowac na tarasie, musze koniecznie znalezc jakis sposób, by porozmawiac z nim o malzenstwie. Bo na moim nosie pojawila sie dziwna plamka. Mala, brunatna plamka, która próbuje ukryc, bo do­brze wiem, co ona oznacza. Noura miala taka sama, gdy byla w cia­zy. Matka patrzy na mnie zdumionym wzrokiem:   a.. Cos ty zrobila?   b.. To henna, potarlam nos palcami, bylam nieuwazna. Naprawde pobrudzilam sie henna, specjalnie posmarowalam sobie nos. Ale to klamstwo nie utrzyma sie zbyt dlugo. Jestem w ciazy i nie widzialam sie z Faiezem od ponad miesiaca. Koniecznie musze z nim pomówic. Pewnego wieczora, gdy slonce jeszcze na dobre nie zaszlo, grzeje w ogrodzie wode, jakbym miala ro­bic pranie, i wchodze na taras z bielizna w reku, mniej wiecej w po­rze, kiedy wraca z pracy. Tym razem daje mu wyrazny znak glowa i nalegam, gestykulujac, zeby dobrze zrozumial: Chce cie zobaczyc, teraz schodze na dól, idz za mna... Zobaczyl mnie, a ja sie wymykam, zamiast isc do stajni opiekowac sie chora owieczka, jak dalam mu to do zrozumienia. Owieczka jest naprawde chora, wkrótce ma sie okocic i nieraz juz przy niej siedzia­lam. Przespalam nawet przy niej na slomie cala noc ze strachu, ze te­go nie zauwaze. Przybywa na miejsce naszych schadzek wkrótce po mnie, zaraz chce sie ze mna kochac, przekonany, ze wlasnie po to go wezwalam. Odsuwam sie:   a.. Nie, nie po to chcialam sie z toba zobaczyc.   b.. No wiec po co?   c.. Musze z toba porozmawiac.   d.. Porozmawiamy potem... Chodz!   a.. Ty mnie nie kochasz, czy nie mozemy sie spotkac tylko po to, zeby porozmawiac?   b.. Alez tak, kocham cie, kocham cie tak, ze za kazdym razem, gdy cie widze, mam na ciebie ochote.   c.. Faiez, za pierwszym razem niczego nie chcialam, potem mnie pocalowales i trzy razy sie zgodzilam, a dzisiaj nie mam juz okresu.   a.. Moze sie spóznia?   b.. Nie, nigdy mi sie nie spóznial i bardzo dziwnie sie czuje. Juz mu przeszla ochota. Widze jego twarz: zrobil sie bialy.   a.. Co teraz zrobimy?   b.. Teraz musimy szybko wziac slub! Nie mozna dluzej czekac, mu­sisz pójsc do mojego ojca, nawet gdyby nie mialo byc wesela, jest mi wszystko jedno!   c.. Tak sie nie robi, ludzie we wsi beda gadac.   d.. A co zrobimy z wywieszeniem przescieradla na balkonie?   e.. Nie martw sie, zajme sie tym, poradze sobie. Nie mozemy urzadzic malego slubu, mówilismy o hucznym slubie, wiec bedzie huczny slub. Przyjde porozmawiac z twoim ojcem. Czekaj na mnie tutaj, o tej samej porze. - A to nie zawsze jest mozliwe. Ty jestes mezczyzna, mozesz robic, co chcesz... Musisz poczekac na mój znak. Jesli mi sie uda, bede zaplatac wlosy. Jesli zobaczysz, ze nie zdejmuje szala, nie przy­chodz. Nastepnego dnia ryzykuje i mówie, ze ide po trawe dla chorej owieczki. Daje mu znak i biegne na spotkanie, cala drzaca. Mój ojciec niczego nie powiedzial, nic nie uslyszalam. Tak strasznie sie boje, ze nie moge oddychac. Faiez nadchodzi dobre pól godziny po mnie. Ata­kuje go, przez ostroznosc:   a.. Dlaczego nie przyszedles rozmówic sie z moim ojcem?   b.. Nie osmielam sie spojrzec twojemu ojcu w twarz. Boje sie.   c.. Ale musisz sie pospieszyc, to juz prawie dwa miesiace. A potem zacznie rosnac mi brzuch i co ja wtedy zrobie? Zaczynam plakac. Wiec mówi: - Przestan, nie mozesz plakac, wracajac do domu. Jutro przyjde do twojego ojca. Uwierzylam mu, tak bardzo chcialam mu uwierzyc. Bo go kocha­lam, a w dodatku mialam podstawe, zeby mu zaufac: przeciez kiedys byl juz u mojego ojca, zeby prosic o moja reke. Rozumialam, ze bal sie spojrzec mu w oczy. Nie tak latwo bylo wytlumaczyc, dlaczego slub ma nastapic tak szybko. Jakie argumenty mozna bylo znalezc wobec podejrzliwosci i niezyczliwosci mojego ojca, bez wyjawiania sekretu i odebrania honoru mnie i calej naszej rodzinie? Jak zwykle tak i tego wieczora tez zarliwie modlilam sie do Boga. Moi rodzice byli bardzo religijni, matka dosc czesto chodzila do me­czetu. Córki musialy sie modlic dwa razy dziennie w domu. Nazajutrz rano podziekowalam Allachowi, ze po przebudzeniu nadal jestem przy zyciu. Kiedy weszlam na taras, samochód juz odjechal. Wiec pracowa­lam jak zwykle, zajmowalam sie owieczka, czyscilam stajnie, wypro­wadzilam stado, zbieralam pomidory. Czekalam nadejscia wieczora. Tak strasznie sie balam, ze poszu­kalam duzego kamienia i uderzalam nim w brzuch w nadziei, ze poja­wi sie krew i wszystko wróci do ustalonego porzadku. Ostatnie spotkanie Nadszedl wieczór. Zdesperowana czekam na przyjscie Faieza, same­go albo z rodzicami, ale dobrze juz wiem, ze nie przyjdzie. Dzisiaj jest juz zbyt pózno. A przed jego domem nie ma samochodu i okiennice sa zamkniete. Dla mnie jest to katastrofa. Spedzam noc bez zmruzenia oka i usi­luje sobie wyobrazic, ze moze pojechal gdzies dalej, do rodziny, a okiennice sa zamkniete z powodu upalu. To naprawde niezwykle, ze w mojej pamieci tak wyraznie odcisne­ly sie obrazy tych kilku tygodni mojego zycia. Mam przeciez tyle pro­blemów z odtworzeniem dziecinstwa, widze w nim tylko obrazy okru­cienstwa, bez zadnych wspomnien szczescia czy spokoju, ale nigdy nie zapomnialam tych chwil skradzionej ukradkiem wolnosci, strachu i nadziei. Widze to tej nocy dokladnie i wyraznie, leze pod barania skóra, z kolanami przycisnietymi do podbródka, obiema rekami trzy­mam brzuch i nasluchuje najmniejszego halasu w czerni nocy. Jutro przyjedzie, jutro nie przyjedzie... Uratuje mnie, porzuci mnie... To by­lo jak muzyka, która bez przerwy rozbrzmiewala w mojej glowie. Nastepnego dnia rano widze samochód przed jego domem. Mówie sobie: On  zyje! Znowu mam nadzieje. Nie moglam czatowac na moment jego odjazdu, ale wieczorem, gdy wrócil, jestem na tarasie. Daje mu znak, który ma oznaczac spotkanie nazajutrz, przed zacho­dem slonca. I pod koniec popoludnia, tuz przed zachodem slonca, ide po slome dla baranów. Czekam dziesiec minut, kwadrans, mam nadzieje, ze schowal sie gdzies dalej. Jest juz po zniwach, ale jeszcze w niektórych Miejscach moge zebrac dobre snopki, które przewiazuje sloma. Ukladam je obok drogi i wiaze ze soba. Pracuje szybko, ale specjalnie po­zostawiam trzy wiazki do zwiazania, aby zapewnic sobie pretekst do pozostania w tym miejscu, na wypadek gdyby ktos tedy przechodzil, bo w tym miejscu jestem bardzo na widoku. Wystarczy pochylic sie nad snopkami i udawac, ze sie jest zajetym praca. To daje mi dodat­kowy kwadrans zwloki przed powrotem do domu. Powiedzialam mat­ce, ze pozbieram snopki w ciagu pól godziny. O tej porze barany sa juz w domu, kozy i krowy takze, musze je jeszcze wydoic i zrobic se­ry na jutro. Uzylam wszelkich mozliwych pretekstów, by wymknac sie na to spotkanie. Poszlam do studni po wode dla zwierzat, co ozna­cza kilka malych spacerów z wiadrem na glowie. Króliki potrze­bowaly swiezej trawy, kurom trzeba bylo dac ziarna, wiec musialam zebrac klosy z ziarnem. Chcialam zobaczyc, czy figi zaczynaja doj­rzewac, potrzebowalam cytryn do kuchni, dokladalam cos do zaru w piecu do chleba. Trzeba bez przerwy podejrzewac rodziców, którzy takze bez przerwy podejrzewaja swoja córke. Córka moze zrobic tak wiele rze­czy... Idzie na podwórze? Co bedzie tam robic na tym podwórzu? A czy przypadkiem nie wyznaczyla sobie jakiegos spotkania za pie­cem do pieczenia chleba? Idzie do studni? A wziela ze soba wiadro? A czy zwierzeta juz wczesniej nie pily? Idzie po siano? Ile wiazek przyniesie? Tego wieczora ciagne za soba moja plócienna torbe, od snopka do snopka. Wkrótce torba jest pelna i czekam, czekam. Wiem, ze mój oj­ciec siedzi jak zwykle przed domem pod lampa i czeka z pasem, pa­lac fajke, zupelnie jak jakis pasza, az jego córka wróci do domu o tej godzinie, o której ma wrócic. Liczy minuty. On ma zegarek i jesli po­wiedzialam pól godziny, to ma byc pól godziny, ani minuty dluzej, je­sli nie chce zostac zbita pasem. Pozostaja mi do zwiazania tylko trzy snopki. Niebo przybiera szary kolor, blednie intensywna zólc ksiezy­ca. Ja nie mam zegarka, ale wiem, ze pozostaje mi kilka minut do za­padniecia zmroku, który w moim kraju robi sie tak szybko. Mozna by powiedziec, ze slonce jest tak zmeczone oswietlaniem nas, ze pada jak kamien, brutalnie pograzajac nas w ciemnosci. Stracilam nadzieje. To juz koniec. Porzucil mnie. Wracam do do­mu. Przed jego domem nie ma samochodu. Kiedy wstaje nazajutrz ra­no, samochodu nadal nie ma. To juz naprawde koniec. Zrozumialam, ze nie mam juz nadziei na zycie. Wykorzystal mnie, dla niego byl to mile spedzony czas. Ale nie dla mnie. Gryze palce na sama te mysl, ale jest juz za pózno. Juz nigdy wie­cej go nie zobacze. Po uplywie tygodnia przestaje nawet czatowac na niego na tarasie. Okiennice rózowego domu sa stale zamkniete, a on uciekl samochodem jak podlec. Nie moge nikogo prosic o pomoc. Po trzech lub czterech miesiacach mój brzuch zaczyna rosnac. Dotad dosc dobrze go ukrywam pod sukienka, ale kiedy nosze wode lub cos innego na glowie, z wygietymi plecami i podniesionymi ramionami, musze robic znaczny wysilek, zeby nie bylo go widac. I ta plamka na twarzy; usiluje ja zetrzec, pocierajac bardzo mocno, ale ona nie chce zniknac. Nie moge znowu posluzyc sie henna, tym razem matka by mi nie uwierzyla. Najwieksza trwoga ogarnia mnie noca. Czesto chodze spac z bara­nami. Znalazlam dobra wymówke: kiedy owca ma sie kocic, wzywa pomocy zupelnie jak czlowiek i jesli sie jej nie uslyszy, zdarza sie, ze male dusi sie w jej brzuchu. Mysle czesto o tej owieczce, której male nie chcialo sie urodzic. Musialam wlozyc reke az do samej glebi jej brzucha, bardzo delikat­nie, odwrócic lepek jagniecia we wlasciwym kierunku i pociagnac je ku sobie. Bardzo sie balam, ze zadam jej ból, i bardzo dlugo walczy­lam o zycie tego jagniatka. Jego matka, bidulka, nie miala juz sily przec, dlatego musialam jej pomóc. A mniej wiecej godzine pózniej juz nie zyla. Jagnie bylo mala owieczka. Chodzilo za mna jak dziecko. Kiedy widzialo, ze odchodze, wzywalo mnie z powrotem. Doilam najpierw inne owce, a potem karmilam je z butelki. Musialam miec wtedy z pietnascie lat. Pomagalam rodzic wielu owcom, ale pamietam do­brze tylko to jagnie. Chodzilo za mna po ogrodzie, wchodzilo po schodach do domu. Wszedzie, dokad szlam, bieglo za mna. Matka umarla, a dziecko pozostalo przy zyciu. To dziwne, ze tak sie przejmuje trudnymi porodami owiec, pod­czas gdy moja matka dusila swoje dzieci. Ale wtedy zupelnie o tym nie myslalam. To byl obyczaj i nalezalo go przyjac. Kiedy dzisiaj obrazy te przesuwaja mi sie przed oczami, wszystko sie we mnie bun­tuje. Gdybym wówczas miala taka swiadomosc jak dzisiaj, raczej udusilabym wlasna matke, by ocalic choc jedna z jej nowo narodzo­nych dziewczynek. Dla kobiety, podporzadkowanej do takiego stopnia, zabijanie dziewczynek jest czyms normalnym. Dla ojca, takiego jak mój, obcie­cie córce wlosów nozycami do strzyzenia owiec jest czyms normal­nym. Bic córki pasem czy laska jest czyms normalnym, przywiazy­wac je na cala noc w stajni, posród krów, jest czyms normalnym. Co wiec móglby mi zrobic mój ojciec, gdyby sie dowiedzial, ze jestem w ciazy? Moja siostra Kainat i ja myslalysmy zawsze, ze przywiaza­nie na cala noc w stajni to najgorsza rzecz, jaka moze sie nam przy­trafic. Rece skrepowane na plecach, szal na ustach, zeby nie krzyczec, nogi zwiazane sznurem, który sluzy takze do bicia. Nieme, czuwaja­ce cala noc, moglysmy tylko na siebie patrzec i myslec o jednym: Dopóki jestesmy zwiazane, dopóty zyjemy . I to wlasnie mój ojciec podchodzi do mnie w dniu, kiedy robie pra­nie. Slysze, jak kuleje za moimi plecami i uderza laska o ziemie. Za­trzymuje sie za mna, nie osmielam sie podniesc: - Jestem pewny, ze jestes w ciazy. Wypuszczam bielizne z rak do wanienki, nie mam sily podniesc na niego oczu. Nie bede mogla przybrac zdumionej czy zawstydzonej miny, nie uda mi sie sklamac, jesli tylko na niego spojrze.   a.. Alez nie, tato.   b.. Alez tak! Spójrz na siebie! Utylas! A ta plamka, mówilas, ze to slonce, a potem, ze to henna? Matka musi obejrzec twoje piersi. A wiec to matka nabrala podejrzen. A on wydaje odpowiedni rozkaz. - Musisz je pokazac. I ojciec odchodzi ze swoja laska, nie mówiac wiecej ani slowa. Nie zbil mnie. Nie protestowalam, usta mam jak sparalizowane. Mysle, ze tym razem naprawde stalo sie, jestem juz martwa. Teraz ko­lej na matke. Okraza wanienke, rece trzyma na biodrach. Jest spokoj­na, ale sroga.   a.. A teraz przestan prac! Pokaz mi piersi!   b.. Nie, blagam cie, mamo, to mnie krepuje.   c.. Pokazesz mi je czy mam ci rozerwac sukienke? Wiec odpinam guziki od szyi do wysokosci piersi, rozchylam ma­terial.   a.. Jestes w ciazy?   b.. Alez skad!   c.. Masz okres?   d.. Tak!   e.. Jak dostaniesz okres nastepnym razem, to mi go pokazesz!   f.. Powiedzialam tak , by miec chwile spokoju, by ja uspokoic i dla wlasnego bezpieczenstwa. Wiem, ze bede musiala sie pociac, popla­mic papier i pokazac jej to podczas nastepnego nowiu. Zostawiam pranie, opuszczam dom, przechodzac przez ogród bez pozwolenia, ide schowac sie w galeziach starego drzewa cytrynowe­go. To glupie, ze wlasnie tu szukam schronienia, bo przeciez drzewo wcale mnie nie ochroni, ale tak strasznie sie boje, ze juz sama nie wiem, co robie. Ojciec szybko zaczyna mnie szukac, zaraz tez mnie znajduje, siedzaca na galezi jak koza posród lisci. Wystarczylo mu po­ciagnac mnie za nogi, zebym spadla na ziemie. Jedno kolano mi krwawi, a ojciec zabiera mnie do domu. Bierze li­scie szalwi, zuje je i przyklada mi te papke na rane, zeby powstrzymac krwawienie. To bardzo dziwne. Nie rozumiem, dlaczego, po tak bru­talnym potraktowaniu, zadaje sobie trud opatrywania mnie, czego ni­gdy do tej pory nie robil. W tym momencie mówie sobie, ze moze wcale nie jest taki zly, ze moze uwierzyl w to, co mu powiedzialam. Kiedy teraz o tym mysle, wydaje mi sie, ze zrobil to raczej po to, ze­bym przypadkiem nie posluzyla sie ta krwia, by przekonac matke, iz dostalam okres... Przy upadku rozbolal mnie brzuch i nabralam nadziei, ze ten upa­dek przyniesie mi upragniona miesiaczke. Nieco pózniej odbywa sie narada rodzinna, w której nie mam pra­wa uczestniczyc. Rodzice sprowadzaja Noure i Husseina. Slucham pod sciana. Mówia wszyscy naraz, slysze, jak ojciec stwierdza: Je­stem pewien, ze ona jest w ciazy, nie chce nam tego powiedziec, cze­kamy, az pokaze nam okres ...
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
Idź do góry Odpowiedz
Polish Version by JoomlaPL.com Team
Powered by FireBoardPobierz nagłówki ostatnich postów.
pozycjonowanie katalog
pozycjonowanie, katalog
www.katalog.dentyst…
Lalki
Leomark - sklep z zabawkami
www.leomark.pl
ginekolog
ginekolog
www.rankinglekarzy.…
gięcie stożków

www.usm.com.pl
moderowany katalog stron
katalog stron
www.kataloggd.pl